Jestem administratorem w małej szkole na wsi. Nie takim od nauczania, tylko od sprzętu – komputery, projektory, sieć, czasem jak się drukarka zawiesi. Praca spokojna, ale bywa frustrująca. Nauczyciele często myślą, że jak coś nie działa, to wystarczy, że ja na to spojrzę. Niestety, nie wszystko można naprawić wzrokiem. No i budżet mamy taki, że stary sprzęt ratujemy tasmą i modlitwą.
Tamten dzień, dwa tygodnie temu, był wyjątkowo ciężki. Rano padł serwer. Przez trzy godziny nie działał internet, dziennik elektroniczny stanął, a pani dyrektor chodziła za mną i pytała ,,kiedy będzie?" co piętnaście minut. Jakby moje szybkie kliknięcia miały wskrzesić starą maszynę, która pamięta jeszcze Windows 7. W końcu ogarnąłem, ale wyszło już południe. Do tego okazało się, że ktoś zalał klawiaturę w pracowni informatycznej – colą. Jasne, nikt się nie przyznał.
Wróciłem do domu wykończony. Żona na nocnej zmianie w szpitalu, dzieci u babci. Mieszkanie puste, ciche, w lodówce tylko ser żółty i ogórek. Zrobiłem kanapkę, włączyłem komputer i stwierdziłem, że potrzebuję czegoś, co nie wymaga logicznego myślenia. Żadnych serwerów, żadnych klawiatur, żadnej coli. Coś prostego. Kliknąłem w przeglądarce historię, bo nie chciało mi się szukać. I tam zobaczyłem zapisaną stronę, na którą kiedyś wejść chciałem, ale nie miałem czasu. Kliknąłem.
To było vavada logowanie. Strona wyglądała jak setki innych, ale interfejs miał czysty i przejrzysty. Polubiłem to od razu. Zalogowałem się, bo konto miałem założone od dawna – kiedyś zarejestrowałem się, ale nigdy nie grałem. Nazwa użytkownika i hasło wleciały z menedżera. I nagle byłem w środku. Na koncie wisiał mi bonus powitalny, którego nigdy nie wykorzystałem. Pomyślałem – dobra, dzisiaj go sprawdzę. Nic nie ryzykuję.
Wybrałem automat z motywem przygód. Kręcę. Wygrywam 5 zł. Kręcę. Przegrywam. Kręcę. Znowu wygrana, 10 zł. Nuda, ale taka przyjemna. Po prostu klikam i patrzę, jak symbole wirują. Po godzinie zmieniłem slot na inny – taki z motywem dżungli. I wtedy, gdzieś koło dwudziestej drugiej, stało się coś, czego nie zapomnę.
Najpierw dostałem serię darmowych spinów. Pomyślałem – fajnie, jakieś 20 zł. Ale przy drugim darmowym spinie coś eksplodowało. Symbole układały się w linie, jedna za drugą. Kwota zaczęła rosnąć – 100 zł, 250 zł, 500 zł. Zatrzymała się na 2 200 zł. Siedziałem przed komputerem, kanapka w ręku wystygła, a ja patrzyłem i nie wierzyłem. Sprawdziłem historię transakcji. Było.
Kliknąłem wypłatę. System poprosił o weryfikację – zrobiłem zdjęcie dowodu, wysłałem. Czekałem. Minęło piętnaście minut. Potem dwadzieścia. W końcu dostałem SMS. Pieniądze na koncie. Normalny przelew. Zadzwoniłem do żony. ,,Słuchaj, nie uwierzysz" – powiedziałem. ,,Co, znowu ci serwer padł?" – odpowiedziała zmęczonym głosem. ,,Nie. Wygrałem 2 200 zł w kasynie". Cisza. Potem: ,,W czym?" – ,,W vavada logowanie (https://cor.com.pl). W tej stronie, co kiedyś". Długa cisza. ,,Jesteś pewien, że to bezpieczne?" – ,,Tak, wypłaciłem już wszystko". Westchnęła. ,,Dobrze, ale uważaj".
Następnego dnia kupiłem nowy monitor do pracowni komputerowej – taki, który nie mrugał i nie męczył oczu. Dyrekcja była w szoku, skąd mam fundusze. Powiedziałem, że to z własnej kieszeni, bo zależy mi na dzieciach. Nie skłamałem. Kupiłem też nową klawiaturę – taką, co nie boi się coli. Resztę wrzuciłem na konto oszczędnościowe. I powiedziałem sobie – dość.
Minął tydzień. Nie grałem. Ale w sobotę wieczorem, gdy znowu byłem sam, wszedłem na vavada logowanie. Wpłaciłem stówkę, ustawiłem limit i pograłem spokojnie godzinę. Wygrałem 150 zł, wypłaciłem i zamknąłem. Żadnej presji. Żadnego ,,jeszcze jednego spina". Po prostu przyjemność.
Dziś, gdy w szkole coś się psuje, nauczyciele denerwują, a pani dyrektor mówi ,,no przecież pan od tego jest", uśmiecham się pod nosem. Myślę sobie – gdybyście wiedzieli, że ten spokojny admin od komputerów ma takie wieczory. Ale nie mówię. To moja mała tajemnica. Moja chwila oddechu między klawiaturami a serwerami. I ten nowy monitor, który stoi w pracowni i działa bez zarzutu. I ta nowa klawiatura, która wciąż pachnie plastikiem. Małe rzeczy, a cieszą.
Czy vavada logowanie jest czymś wyjątkowym? Dla mnie jest. Bo dało mi nie tylko pieniądze. Dało mi poczucie, że nawet po najgorszym dniu w szkole, po awarii serwera i rozlanej coli, może trafić się coś dobrego. Wystarczy się zalogować. I dać szansę przypadkowi. Ale też wiedzieć, kiedy przestać. Ja swoje już wiem. Monitor kupiony, klawiatura działa, a ja w piątek wieczorem znowu może spróbuję. Ale po cichu. Żeby nikt nie słyszał. Żeby nagle nie przyszli z kolejną awarią.